Opowieść z Konga krwią pisana. Recenzja „Kongo. Józefa Konrada Teodora Korzeniowskiego podróż przez ciemności”

Afryka wciąż kojarzy się z jakąś nieokreśloną pierwotnością czy dzikością. W tym „dzikim” świecie pojawił się Europejczyk. Pojawił się w nim ze swoim językiem, zwyczajem, ze swoją religią, ze swoim ubiorem. Swoją wizją świata oraz przekonaniem o jej uniwersalizmie. Europejczycy owładnięci byli poczuciem wyższości oraz chęcią zysku. Wypadkowa tego sprawiła, że na zawsze zmienili te „nieucywilizowane” obszary.

„Kongo” opowiada konkretną historię, znaną osobom, które wcześniej czytały chociażby „Jądro ciemności”. Korzeniowski zahartowany w dalekich, zamorskich podróżach zaciąga się na belgijski statek. Podpisuje kontrakt na trzy lata podczas których ma żyć i pracować w Kongo, będącym wtedy prywatnym królestwem króla Leopolda II. Korzeniowski po prostu chce pływać, dowodzić statkiem. Wyrusza do Afryki.

Przed wyprawą spotyka się ze swoją ukochaną cioteczką. Kobieta podziwia i zazdrości swojemu krewnemu dalekiej podróży. Ma wyidealizowany obraz zamorskich wypraw Europejczyków, mówi o nich „jesteście emisariuszami świata”. Mężczyzna nie podziela jej zachwytów, jest nieco mniej naiwny, a o tym, że na miejscu zastanie zupełnie coś innego niż sądził, przekonuje go chociażby konieczność podpisania dokumentu zobowiązującego go do dotrzymania tajemnicy handlowej.

To dopiero pierwsze jaskółki zwiastujące krwawe interesy Belgów w afrykańskim świecie. Już sama podróż jest niejako preludium i ostrzeżeniem tego, co się będzie działo na Czarnym Lądzie. Korzeniowski w trakcie podróży choruje, a także wątpi w swój udział w tej wyprawie. W Afryce nie potrafi się przystosować do panujących tam warunków i reguł ustalonych przez Europejczyków.

Kiedy okazuje się, że statek, którym ma kierować jest nie do użytku, wyznaczone inne zadanie – odebrać schorowanego, znajdującego się na granicy życia i śmierci, obłędu i objawienia, Kleina.

„Kongo…”  nie mami bogactwem kolorów. Opowieść utrzymana w odcieniach czerni i bieli. Egzotyczna Afryka nie kusi i nie zachęca do poznania. Afryka w rysunkach Toma Tirabosco jest miejscem tajemniczym, nieprzyjaznym i przerażającym. Nie jest miejscem dla Europejczyków. Do kreski Tirabosco również można mieć zastrzeżenia – może wydać się zbyt prosta, ale oddaje emocje bohaterów. Postacie są ekspresyjne, nawet jeżeli często mimika wydaje się groteskowa.

Korzeniowski w opowieści Christiana Perrissina szybko przekonuje się, że jego wyprawa nie będzie miała nic wspólnego z naiwnymi dziecięcymi marzeniami. Europejczycy w Kongo (ani w żadnym innym miejscu, do którego wyruszyli) nie są ani „emisariuszami świata” ani tez nie „zawracają milionów ciemnych istot z drogi potworności”. Co więcej, tymi ciemnymi istotami, ciemnymi w sercu i intencjach, okazują się właśnie oni. Chciwi, przepełnieni poczuciem wyższości, bezkarni pracownicy podejrzanych przedsiębiorstw. Ludzie posuwający się do niezwykłego okrucieństwa, traktujący zabicie tubylca jak przednia zabawę. Europejczycy traktowali tubylców albo jak podludzi albo jak dzieci, które trzeba nauczyć jak żyć – ucywilizować, odziać, ewangelizować. Twórcy „Konga…” skupiają się na wyzysku tubylców oraz ich ziemi, otoczenia.

Uważam za niezwykle przydatne i bardzo dobrze pomyślane zamieszczenia na końcu pewnego objaśnienia – umocowania przedstawionej historii w kontekście oraz przedstawienie samego Korzeniowskiego. Jest to niewątpliwy plus. Nie przekonuje mnie jednak zastosowana w polskiej wersji językowej czcionka. Wielu może uznać to za szczegół, cos niewarte nawet wspomnienia, ale ona w jakiś szczególny sposób wprowadzała mnie w poczucie dysonansu.

„Kongo…” może być dobrym początkiem przygody z twórczością Korzeniowskiego albo jej uzupełnieniem. To nie tylko komiks odwołujący się do życia jednego z bardziej interesujących pisarzy, ale także popkulturowe studium o długim, wstydliwym etapie w historii wielu europejskich narodów – kolonializmie.

 

Kongo. Józefa Konrada Teodora Korzeniowskiego podróż przez ciemnośc

scenariusz: Christian Perrissin

rysunki: Tom Tirabosco

tłumaczenie: Krzysztof Umiński

objętość: 180 stron

wydawca: Kultura Gniewu

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s