Samotność ofiary. Recenzja komiksu „Kwaśne jabłko”

Teraz, kiedy politycy upierają się o nieistnieniu przemocy domowej, ucinają finansowanie organizacjom pozarządowym niosącym pomoc ofiarom, a w ramach akcji „Niebieska Karta” w ubiegłym roku rejestruje się prawie 92 tysiące ofiar przemocy w rodzinie, wydany zostaje komiks „Kwaśne Jabłko”, w którym więcej jest ujęć skórzanego pasa, siniaków i krwi niż małżeńskich czułości.

Sypialnia. Wieczorna modlitwa. Dziękczynna za męża –  silnego, mądrego, dobrego. Do tej triady dochodzi jeszcze przystojność oraz wykształcenie. Ideał. Kobiety o takich marzą. Bohaterka komiksu właśnie takiego ma. I jest za to wdzięczna, bo przecież on wybrał właśnie ją, spośród innych kobiet, wybrał ją. Ona musi go kochać, dbać o niego i zachowywać jak dobra żona – dbać o niego, o jego potrzeby, o wspólny dom.

Wystarczy jednak jeden wieczór, by idealny mąż przemienił się w kogoś, kto nie przypomina jej ukochanego. Po tym pierwszym razie przychodzi czas na tłumaczenia oraz przeprosiny. Kobieta to wydarzenie uznaje za epizod, coś co się nigdy więcej nie powtórzy. Jak bardzo się myli! Idylla zmienia się w piekło, z którego nie ma wyjścia ewakuacyjnego.

Bohaterka „Kwaśnego jabłka” jest młodą kobietą, która zapewne dopiero co wyszła za mąż. Za takiego wspaniałego mężczyznę. Traktuje to jak zaszczyt. W tym małżeństwie nie ma partnerstwa – on jest panem, jemu podporządkowane jest ich życie. Ona jest bierna. Można rzec – idealna ofiara. Cicha i potulna. Potencjalnie bez wsparcia rodziny czy znajomych.

Z komiksowych plansz, oprócz przemocy, wylewa się samotność kobiety. Samotność w cierpliwym znoszeniu zachowania męża, w cierpieniu fizycznym i psychicznym.

Czytając komiks pewnie wiele osób zastanawia się dlaczego bohaterka pozostaje bierna – dlaczego nie mówi o tym, że mąż ją bije. Strach? Wstyd? Może boi się, że nikt jej nie uwierzy, przecież z zewnątrz wszystko wygląda wspaniale, a ona ma idealnego męża. Przecież jej wybranek piastuje odpowiedzialne stanowisko w pracy, a po swoją żonę przychodzi z bukietem kwiatów, zabiera do kina, na zakupy.

Może bohaterka komiksu przepełniona jest myślą, że zasłużyła na wszystko, co ją spotyka. Dziękuje zresztą za to Bogu. Za wszystko. Nieustannie nadstawia drugi policzek. I przeprasza.

To ofiara się wstydzi, nie kat. Kobieta szuka wytłumaczenia dla przemocy, szuka jej usprawiedliwienia. A te nierzadko znajduje w sobie. Wini się za to, co ją spotyka! Racjonalizuje przemoc, której doświadcza. Widzi w sobie katalizator. Potulnie znosi upokorzenia. Tak została wychowana. Nadstawia drugi policzek – potulna kobieta i chrześcijanka.

Zwyczajne dni, te pozbawione bicia, wyzwisk i gwałtów, i tak podszyte są niepokojem. Oraz wyczekiwaniem, co brzmi dość absurdalnie, ale wyczekiwaniem wybuchów męża. Bezimienna bohaterka „Kwaśnego jabłka” żyje w nieustannym napięciu.

Wątek religijny jest bardzo mocno eksponowany. Narracja komiksu ma formę modlitwy. Tak, jak w modlitwie powtarzają się pewne słowa – te określające męża oraz sposób bicia. Oprócz tego nieustannie czytelnik widzi symbole wiary – krzyż na szyi kata, krzyż nad małżeńskim łożem tortur. Bohaterowie „Kwaśnego Jabłka” chodzą do kościoła i obchodzą chrześcijańskie święta. Mąż jest dobrym chrześcijaninem, tylko trochę porywczym. Porywczy też jest mąż sąsiadki.

Smutkiem również przepełnia niemożność zaistnienia kobiecej komitywy przeciwko tym potworom, znęcającym się fizycznie oraz psychicznie nad swymi rodzinami. Kobiety o swoich problemach milczą. Powodów tego milczenia jest pewnie zdecydowanie więcej, niż strach czy wstyd. Rewolucyjna zmiana, taka, o której fantazjuje bohaterka komiksu jest niemożliwa. Nie chodzi tu już nawet o niemoralność rozwiązania, ale o siłę, której bohaterka w sobie nie ma by zmienić swoje położenie. Wydaje się, że jedyne, co jej pozostaje to modlitwa.

Szokujące jest ciche przyzwolenie otoczenia na przemoc. Bo jak inaczej nazwać reakcję lekarza na poronienie kobiety. Albo matkę, która widzi, że z jej córka ewidentnie jest coś nie tak.

„Kwaśne jabłko” emanuje obrazami przemocy – bicia, gwałtów. Rysunki Joanny Karpowicz są ekspresyjne, a mimo okropieństw estetyczne. Przemoc jest estetyczna. Tekstowa warstwa jest zredukowana, może nawet ograniczona do minimum. Nie jest to jednak minus. Komiks od czytelnika wymaga wczytania się w obrazy – poczucia emocji za sprawą ilustracji. Warto zwrócić uwagę na okładkę – idealny obrazek, ale kiedy minie pierwsze wrażenie, to zobaczymy, że krwawienie z nosa trudno uznać za niewywołane mechanicznym uderzeniem a i okulary przeciwsłoneczne wzbudzają pewien niepokój.

Komiks autorstwa Jerzego Szyłaka oraz Joanny Karpowicz jest komiksem ważnym. Patologiczne, niemoralne oraz karalne zachowania pokazuje w medium zdawałoby się kojarzonym głównie z ludycznością. „Kwaśne jabłko” jest kolejną pozycją na polskim rynku wydawniczym poruszającą niewygodne tematy w ramach komiksowej formy.

 

Kwaśne jabłko

Rysunki: Joanna Karpowicz

Scenariusz: Jerzy Szyłak

Liczba stron: 56

Oprawa: twarda

Wydawnictwo: timof comics

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s