Kolejny koniec Człowieka ze Stali. Recenzja „Ostatnich dni Supermana”

Superman umiera i nie ma dla niego żadnego ratunku. Kal-El nie może odejść spokojnie, bo nie pozwala mu na to scenarzysta „Ostatnich dni Supermana”.

Miniseria „Superman: Lois i Clark” rozbudziła mój apetyt na przygody Człowieka ze Stali. Dlatego bardzo chętnie sięgnąłem po „Ostatnie dni Supermana”, kolejny z albumów zamykających Nowe DC i wprowadzających nas w startujące w Polsce we wrześniu Odrodzenie.

Niestety komiks, którego autorem jest Peter J. Tomasi, kumuluje wszystko, czego nie lubię w amerykańskich historiach o superherosach. Jednak przy jego wszystkich wadach, nie mogę powiedzieć, że podczas lektury nie bawiłem się dobrze. Wiem, że są to dwa sprzeczne komunikaty. Spróbuję wyjaśnić dlaczego z jednej strony mamy do połowy pustą szklankę, a z drugiej jest w połowie wypełniona colą.

Dan Jurgens w „Lois i Clark” opowiada nam historię rodziny Kentów, która w konsekwencji wydarzeń, które miały miejsce we Flashpoint i następnie Convergence, przeniosła się do równoległego świata, w którym żyją ich odpowiednicy – do świata Nowego DC. Brodaty Superman wraz z Lois i synem Johnatanem, pozostaje w ukryciu. Stara się nie ingerować za bardzo w wydarzenia na Ziemi, która ma już swojego Supermana.

Jednak Superman z tego świata umiera. Zdając sobie sprawę, że nie ma dla niego ratunku, chce pożegnać się z najbliższymi mu osobami. Oczywiście nie mamy do czynienia z dramatem, a z historią o superbohaterach, dlatego Tomasi nie pozwala Supermanowi odejść w spokoju.

W Metropolis pojawia się obdarzony mocą emitowania energii słonecznej osobnik, który myśli, że jest Clarkiem Kentem.

W walce z nowym złoczyńcą Supermanowi pomaga jego miłość Wonder Woman (pamiętajmy, że w Nowym DC Clark nie ożenił się z Lois Lane), najlepszy przyjaciel Batman, a mały epizod zalicza także brodaty Superman, którego poznaliśmy w opowieści Dana Jurgensa.

Historia poprowadzona jest z hollywoodzkim rozmachem. Umierający Człowiek ze Stai wraz z towarzyszami odwiedza Chiny, a ostateczny pojedynek ma miejsce wysoko nad Ziemią. Są także łzawe momenty, a finał ma być wyciskaczem łez.

Czytając miałem wrażenie, że można byłoby to wszystko zrobić trochę inaczej, ale jakby scenarzyście trochę zabrakło chęci, żeby lepiej domknąć historię Kal-Ela z Nowego DC. Może myślami był już przy Rebirth?

Peter J. Tomasi jest scenarzystą dobrze ocenianego Supermana wychodzącego w ramach Odrodzenia DC. W Polsce będziemy mogli się o tym przekonać już we wrześniu.

Jednak mimo tych wszystkich mielizn, „Ostatnie dni Supermana” czytało mi się bardzo dobrze. Miałem w trakcie lektury świadomość braków, ale nie przeszkadzało mi to w przewracaniu kolejnych stron. Jest to właśnie taka popkulturowa cola. Niby wiedziałem, że nie jest do końca zdrowa, ale bąbelki i cukier, sprawiły, że raz dwa wypiłem cały litr i bardzo chętnie wypiłbym i kolejny, ale niestety nie miałem pod ręką drugiej butelki. W trakcie pochłaniania kolejnych kadrów bardzo dobrze wiedziałem o tym, że lepiej byłoby, gdybym w sklepie kupił jakiś super zdrowy i organiczny sok. Wybrałem jednak colę.  Świadomie.

Tytuł komiksu: Superman – Ostatnie dni Supermana

Scenariusz: Peter J. Tomasi

Rysunki: Mikel Janín, Doug Mahnke

Przekład: Jakub Syty

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 204

Ocena 6/10

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s